sobota, 29 czerwca 2013

Opowiadanie

"Czasami wydaje się, że opowiadanie ma własną wolę, wolę bycia powtórzonym, wolę znalezienia słuchacza, towarzysza. Tak, jak wielbłądy przemierzają pustynie, tak opowieści przemierzają samotność życia, oferując gościnę słuchaczowi albo szukając jej u niego. Przeciwieństwem opowieści nie jest cisza albo medytacja, lecz zapomnienie."

"Na czym polega akt opowiadania? Wydaje mi się, że to przeciwwaga dla wulgarności i głupoty. Opowiadania są permanentną deklaracją życia w świecie panującej głuchoty."

Wypowiedź Johna Bergera zapisana w książce Ryszard Kapuściński, To nie jest zawód dla cyników, PWN, Agora SA, Warszawa 2013, s. 206.

wtorek, 25 czerwca 2013

Sumienie

"A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym," - prosi mieszkaniec Czarnolasu, podkreślając wartość życia godnego wobec Boga, drugiego człowieka i siebie. Renesansowy poeta stawia również znak równości między czystym sumieniem a szczęściem w innym utworze, pieśni:
"Ale to grunt wesela prawego,
Kiedy człowiek sumnienia całego
Ani czuje w sercu żadnej wady, (...)"
Znakiem braku wyrzutów sumienia staje się skłonność do zabawy, okazywania radości, spotkań towarzyskich. Przeciwieństwem jest ten, którego "gryzie mól zakryty".

Leon Kruczkowski, pisząc dramat Niemcy, również podjął temat sumienia wpisanego w realia okupacyjne. Do posterunkowego Hoppego gdzieś w okupowanej Polsce niemiecki młynarz Schultz przyprowadza schwytane żydowskie dziecko, by wymierzył mu sprawiedliwość, a tym samym rozerwał się trochę, bo w miasteczku nudno. I tu pojawia się dylemat, bo z jednej strony są przepisy nazistowskiego prawa, z drugiej zbliża się urlop, który spędzi ze swoimi dziećmi i żoną, więc nie ma ochoty ubrudzić sobie rąk ostatnią zbrodnią. Chętnie by wypuścił to dziecko, bo i granatowy policjant Juryś komplementuje go, że jest porządnym człowiekiem. Hoppe waha się. Gdy jednak zorientuje się, iż Schultz stoi na mostku i czeka na odgłos rozstrzelania, wykonuje wyrok na dwunastoletnim Chaimku. Na nic zda się twierdzenie Jurysia "Ale przecież sumienie, panie Hoppe, ludzkie sumienie...", ponieważ "Dla niemieckiego człowieka sumieniem jest drugi niemiecki człowiek". Głos sumienia pojawi się niespodziewanie na moment za parę dni, gdy jego syn, podobnie jak Chaimek, zostanie poczęstowany jabłkiem. Czy "mól zakryty" będzie w jego życiu pojawiał się jeszcze? Tego nie wiemy. Sumienie wszak jest refleksją nad własnymi czynami w przeszłości powiązanymi z odróżnianiem dobra i zła.

Paradoks uzależnienia bycia porządnym człowiekiem nie od zasad wewnętrznych, moralnych, religijnych, lecz od nacisku drugiej osoby staje się źródłem niepokoju, bolesnych wspomnień, wyrzutów sumienia, które będą powracać. To problem, który może dotknąć każdego, gdy sprzeniewierzy się zasadom etycznym.
____________
Inspiracje
Jan Kochanowski, Na dom w Czarnolesie
Jan Kochanowski, Pieśń II, ks. I [Serce roście...]
Leon Kruczkowski, Niemcy

sobota, 18 lutego 2012

Z kopyta kulig rwie

Ciągną, ciągną sanie, góralskie koniki. 
Hej, jadą w saniach panny, przy nich janosiki.
Coraz który krzyknie nie wiadomo na co.
Hej, echo odpowiada, bo mu za to płacą.


z pocztówki
Śnieżna zima była czasem kuligów, tradycyjnej rozrywki karnawałowej od czasów staropolskich. Koniec wyznaczała Wstępna Środa (środa popielcowa), początek Wielkiego Postu. Jest więc i teraz okazja, aby przyjrzeć się paru wyrazistym obrazom kuligów w literaturze polskiej.
Ponieważ kuligiem jeździli w odwiedziny do sąsiadów obywatele stanu szlacheckiego, toteż i zabawom w zimowy czas nie było końca, bo i na przybyłych czekały przyjemności stołu, jadło i napitki, tańce, muzyka, rozmowy, ukradkowe spojrzenia tych, którzy mieli się ku sobie. Trudno było przewidzieć, jak długo potrwa kulig, gdyż odwiedzało się okoliczne dwory i pałace, a w każdym domostwie trzeba było uszczuplić zasoby spiżarni i piwniczki domowej.
"Między ustami a brzegiem pucharu wszystko zdarzyć się może..." U Marii Rodziewiczówny  w Poznańskiem jest ściśle zaplanowana kolejność kuligowych odwiedzin. Zanim wyruszy od Żdżarskich, dokonuje się losowania par, które pojadą w jednych saniach. Starsi w wygodnych, dużych, młodzież w mniejszych. Wiadomo, kto z młodych ma się ku sobie, kto chciałby wyznać swe uczucia, wyjaśnić nieporozumienia, więc i losom się pomoże tak ułożyć, by prawie każdy był zadowolony.  Janek wbrew młodym damom sprawił, iż  nawrócony na polskość Wenzel
, wnuk pani Ostrowskiej, mógł jechać z ukochaną Jadwigą. Sanie jadą jedne za drugimi, potem orszak wydłuża się coraz bardziej, czasami niektóre sanie wywracają się w zaspę śnieżną. Tymczasem u Wolickich już czeka orkiestra, a tańce będą trwały dwa dni. Można i w inny sposób urozmaicić sobie czas. Gra się w karty, w preferansa, i "diabełka", rozkłada tarota, pali cygara.
Juliusz Kossak, Kmicic z Oleńką na kuligu, 1885
"- Przyjechaliśmy tu niby kuligiem w tej myśli, żeby waćpannę zabrać i do Mitrunów przez lasy przewieźć, jako wczoraj była ugoda. Sanna okrutna, a i pogodę Bóg zdarzył mroźną."
Panna Billewiczówna w kunim kołpaczku zachwyciła się saniami ze srebrzystym niedźwiedziem, a wkrótce otulona fartuchem od sań z białego sukna podszytym białymi wilkami doznała niezwykłego wrażenia pędu, bliskości pięknego mężczyzny, pocałunków i wyznań Andrzeja Kmicica. Iskrzący się śnieg, migoczące w pędzie domy, drzewa tak upajały, iż Oleńka "poczuła słodką niemoc". 
Juliusz Kossak, Kmicic z Oleńką na saniach, 1887
 Wkrótce i pohukiwania Kmicicowych towarzyszy dały się słyszeć, a i panna nieśmiałym głosem odkrzyknęła, zaś samemu panu Andrzejowi przyszła ochota na śpiewy. O takiej to sytuacji jak z Sienkiewiczowskiego Potopu śpiewał zespół "Skaldowie".
Spod kopyt lecą skry, hej lecą skry,
Zmarznięta ziemia drży, hej ziemia drży.
Dziewczyna tuli się, hej tuli się.
Z kopyta kulig rwie, hej kulig rwie.
Patrz, gwiazdy świecą w domach, nisko na dnie.
Z kopyta kulig rwie...

Tak pięknie zaczynająca się zabawa urwała się niespodziewanie, gdyż w Upicie doszło do  konfliktu między mieszczanami a żołnierzami. "Ot! i kulig się nie udał."

Czesław Wasilewski (Zygmuntowicz Ignacy), Wesoła sanna, 1934
 Najpełniejszy obraz kuligowej zabawy przedstawił Stefan Żeromski w Popiołach.  Opis ogólny, szczegółowy, rejestracja sytuacji, prezentacja bohaterów jednostkowych i zbiorowych, dialogów, przyśpiewek, a wszystko składa się na wyjątkowo plastyczny i dynamiczny obraz kuligu, który gna przez Sandomierskie Płaskowzgórze. "Łańcuch kilkudziesięciu sań budził całą okolicę radosnym głosem dzwonków, brzmiącym łoskotem janczarów, trzaskaniem batów na cztery konie, wrzawą okrzyków, bębnów, fujarek, melodią śpiewów i muzyki." A i pajucy na szkapach pochodniami oświetlają   drogę, podążając za wiodącymi saniami arlekina w masce. Postać to wyjątkowa i ważna w całej logistyce zabawy. On wyznacza kierunek i daje hasło odjazdu, on też pierwszy przybywa do kolejnego dworu, a przybywszy,  "trzepiąc rózgą naokół po sprzętach, ścianach i plecach", wykrzykuje, "kręcąc się na pięcie:
- Hej! kulig, kulig!" - i daje sygnał do zabawy.

Czesław Wasilewski, Kulig
Na razie korowód gna, błyszczy kolorami. "Jedne [sanie] były snycerskiej roboty, pozłacane lub posrebrzane, z czasów jeszcze saskich i stanisławowskich, w kształcie łabędzi z długimi szyjami, w kształcie gryfów i orłów, pozaprzęgane czwórkami w piórach i czubach; inne zgoła prostackie, ledwie przez domowego cieślę pomalowane lubryką lub na zielono..." A kapele chłopskie, żydowskie rżną muzykę od ucha do ucha, a głosy mocne, donośne, damskie tkliwe dyszkanty rozlegają się dokoła, mieszają, przekrzykują, dodają otuchy, śmieszą. Rafał Olbromski po raz pierwszy dosiadał młodej klaczki i przebrany w strój krakowski jechał za saniami z dwiema damami. To  jemu starsza z pań zwraca uwagę, że jest milczek jak worek skórzany, w którym nogi trzymają, a kulig to nie pogrzeb. Toteż zeskakuje z konia i staje z tyłu sanek, by nie wyjść na osobę nieobytą i zaczyna rozmawiać. Tymczasem pojawia się kłopot z przeprawą przez rzekę, lecz towarzystwo rozochocone nie martwi się tym, sanie przecież można przenieść, a potem tańczyć wszędzie, gdy jest kapela, i to nie jedna. Starsi tylko patrzą się z zadowoleniem na młodzież wykazującą takie oznaki tężyzny fizycznej, to znak, że i ród przetrwa. 
 Kolejnym celem stają się skromne Tarniny Olbromskich. Rafał trochę wstydzi się przed Heleną ze skromności dworu, ale ojciec cześnik stanął na wysokości zadania i zaskoczył całą kompanię gościnnością. Staropolskie powitanie,  potem krakowiaki i inne tańce, a ubrania i przebrania aż furkoczą od chęci i emocji wywołanych pędem i radością. "Bawiono się z pełnego serca, hulano z potrzeby dusznej, tańczono w całym znaczeniu tego wyrazu do upadłego." A i jedzenia nie poskąpiono. "Jedzono na porcelanie, na cynie, na holenderskiej farfurze, na wszelkim naczyniu, jakie w domu było. Przepłynęła już była kolejka gdańskich wódek, obnoszono potrawy i strugą lać się zaczął węgrzyn." Gdy Rafał spoglądał na tańczącą Helenę, czuł ukłucie zazdrości. Bawiono się nie tylko tę noc, ale i kolejny dzień, a z głów kurzyło się coraz bardziej, nawet syn gospodarza tak nadużył węgrzyna, iż pani matka musiała go wspierać. Zatem nie dziwota, że nie dokończył zamiaru udania się na schadzkę z Heleną. "Około południa nazajutrz znaleziono go śpiącego na ziemi, o kilka kroków od posłania, z lewą nogą wbitą w rękaw modnego fraka, który powyrywał wprawdzie i rozdarł, ale zdołał wciągnąć na łydkę aż do kolana." Takie czasami były wspomnienia z kuligów, które wzmagały oczekiwania kolejnego roku zabaw.
O takich kuligach pisał w pierwszej połowie XVIII wieku nieoceniony Jędrzej Kitowicz.
____________
Inspiracje:
Maria Rodziewiczówna, Między ustami a brzegiem pucharu.
Henryk Sienkiewicz, Potop,  t.I.
Stefan Żeromski, Popioły, t. I.
Kulig, piosenka zespołu "Skaldowie"; A. Zieliński, A. Bianusz.

piątek, 25 marca 2011

Rozsypały się perły...

"Odkąd mi się ujawniły tak ostatecznie bezsens dziejów i to nędzne półpiekło naszej ziemskiej rzeczywistości, wszystkie ludzkie cuda, które kochałem - dzieła sztuki, dzieła poezji, wielkie czyny, wielkie postacie - rozsypały mi  się jak perły ze sznurka. Nie łączą się już w żadną całość; walają się tu i ówdzie... ale naszyjnika już nie ma - tego wspaniałego łańcucha, który był ozdobą istnienia." 
Tak napisał  14 maja 1943 r. Henryk Elzenberg w dzienniku Kłopot z istnieniem.

Myśl filozofa można wyjąć z kontekstu historii II wojny światowej i wstawić w dowolną epokę  krwi i pożogi, by stwierdzić, iż stan rozczarowania kulturą, całym dorobkiem ludzkości utrwalającym wiarę w piękno i dobro jest właściwy umysłom szlachetnym.Metafora naszyjnika z pereł i rozerwanie go jest bardzo wymowna. Cóż, zawsze potem ktoś z powrotem nawleka perły, inicjując kolejny etap wiary w moc filozofów, teologów, artystów. Należy się jednak przyjrzeć uważnie, kto to robi.

wtorek, 22 lutego 2011

44%

... Polaków przeczytało książkę z potrzeb zawodowych, zainteresowań.  I cieszmy się, że aż tyle. Nie zamartwiajmy się powierzchownymi badaniami robionymi po raz kolejny dla samych badań. Cóż nam mówi przypadkowa grupa nawet 2000  respondentów. Wiadomo, że nie każdy w jakiś nieznany sposób wytypowany bierze w nim udział. Ileż razy zdarzało się nam odłożyć słuchawkę albo wyrzucić otrzymaną ankietę. Rzetelność badań powinna opierać się wielu przesłankach, nie tylko zbadaniu stanu i podaniu tego w formie raportu do publicznej wiadomości, ale i poznaniu przyczyn oraz wskazania kierunków naprawy poprzez jasno określony i możliwy do zrealizowania program.

Pisze się, że nie czytają ludzie z wyższym wykształceniem. Należy się zapytać, a kto postanowił dać papiery ukończenia wyższej uczelni bezpłatnej lub płatnej każdemu, nawet temu, kto ma kłopoty z pisaniem i czytaniem. Kto uczynił z wyższych uczelni szkółkę, w której się uczy, a nie studiuje? Skąd ma czerpać pozytywne wzory ta nowa klasa średnia na glinianych nogach?
 Pisze się, że młodzi ludzie nie czytają. A jak konstruowane są kolejne programy reformy oświatowej?  Kto opracowuje spisy lektur dla kolejnych etapów edukacyjnych nie uwzględniających poziom językowy, wiedzę potrzebną do zrozumienia klasyki, stan emocjonalny? Kto opracowuje i wydaje oraz wypożycza  bryki? Niektórzy naiwnie podsuwają ograne tytuły, po które niby młodzież chętnie sięgnie, jak cykl o Harrym Potterze. Skąd ta wiedza powtarzana w mediach?  Kto sfinansuje zakup odpowiedniej ilości książek, by można z nimi było sensownie pracować na lekcjach? Kto zapewni, że za trzy lata nowe roczniki będą interesować się tymi samymi modnymi tytułami? Kto bada możliwości czasowe ucznia?
Nie pisze się, że starsi, ludzie na emeryturze również nie czytają. Dlaczego? Bo dawniej niektórzy z nich też nie czytali i nie mają nawyków czytelniczych. Nie należy też przeciwstawiać młodych i starych.
Inne pytanie, które mi się nasuwa: Czy rodzice i nauczyciele przedszkola oraz klas początkowych wiedzą, jak wyrabiać nawyki kontaktu z książką? Takie nawyki na zawsze, nie okazjonalne tworzenie ceremonii. Czy sami czytają?
Wiele jest pytań bez jednoznacznych odpowiedzi. To nie ceny książek, to nie brak dobrze zaopatrzonych w nowości bibliotek albo dostęp do mediów, internetu jest przeszkodą w uzyskiwaniu wyższych procentów.
Społeczeństwo tworzone po wojnie na nowo, entuzjastycznie wdrażające programy walki z analfabetyzmem, promujące awans społeczny, korzystające nie tylko z wydawanej klasyki, lecz i literatury propagandowej w stylu "Oblicza człowieka socjalizmu", w pewnym momencie zarzuciło pewne dobre wzorce reklamy książek w prasie i telewizji, uznając wszystko za biznes. Społeczeństwo? - ktoś się zastanowi. Tak, poprzez swoich przedstawicieli w miejscach, w których decyduje się o kulturze i oświacie. Efektem tego jest brak miejsca na ciągłą promocję w telewizji przede wszystkim. W tej chwili nie ma żadnego programu o książkach, a na wizji mówi się okazjonalnie tylko o tych sponsorowanych przez wydawców. Pozostaje jeszcze niszowe radio publiczne, które robi dobrą robotę na rzecz upowszechniania wiedzy o literaturze, no i blogi. Okazjonalnie w prasie i internecie dyskutuje się obszernie o książkach-sensacjach, których jeszcze prawie nikt nie czytał, bo przed premierą.
Kiedyś powszechne było udzielanie wywiadów na tle książek z własnej biblioteczki (nawet dowcipkowano na ten temat, że wzmacniają mądrość), teraz są programy o sławnych ludziach, pokazuje się ich domy, w których nie ma miejsca na książki. Czy są takie mało fotogeniczne lub wstydliwe? To też byłaby promocja czytelnictwa. Ojców i matek 56% nieczytających jest wielu.

Są ludzie, którzy patrzą, ale nie widzą, słuchają, lecz nie słyszą. Nie przerobimy wszystkich zjadaczy chleba w aniołów i trzeba się z tym pogodzić.

Jak tylko pociąg ruszył
zaczął wysoki brunet
i tak mówi do chłopca
z książką na kolanach
- kolega lubi czytać

- A lubię - odpowie tamten
czas szybciej leci
w domu zawsze robota
tu w oczy nikogo nie kole
- No pewnie macie rację
a co czytacie teraz

- Chłopów - odpowie tamten -
bardzo życiowa książka
tylko trochę za długa
i w sam raz na zimę

Wesele także czytałem
to jest właściwie sztuka
bardzo trudno zrozumieć
za dużo osób

Potop to co innego
czytasz i jakbyś widział
dobra - powiada - rzecz
prawie tak dobra jak kino

Hamlet - obcego autora
też bardzo zajmujący
tylko ten książkę duński
trochę za wielki mazgaj

tunel
ciemno w pociągu
rozmowa się nagle urwała
umilkł prawdziwy komentarz

na białych marginesach
ślad palców i ziemi
znaczony twardym paznokciem
zachwyt i potępienie

Zbigniew Herbert, Podróż do Krakowa z tomu Hermes, pies i gwiazda, 1957

Powyższy wiersz Herberta uzmysławia, że czytelnikiem jest się z wewnętrznej potrzeby, czasami wbrew otoczeniu. Można przekazywać tradycje kontaktu z książką, można uczyć, jednak to człowiek wybiera. Towarzyszy mu potrzeba wiedzy, wzruszenia, wejścia w świat niedostępny na co dzień. Sposób przetwarzania czytanego tekstu jest sprawą indywidualną i wcale nie gwarantuje osiągnięcia pełni wiedzy o życiu i świecie, gdy nie zestawimy jej z kumulowaniem tematów, wnioskowaniem i mądrą krytyką. Książka nie może istnieć obok życia, lecz przenikać się z nim.

czwartek, 17 lutego 2011

O czytelnikach słodko-gorzko

fot. Nina Leen (1909-1995)
Są czytelnicy na głodzie, którzy pochłaniają wszystko, co mają pod ręką. Byle szybko, byle więcej, byle jak najbardziej urozmaicenie - ale i tak mają nieustanne wyrzuty sumienia, że wszystkiego nie przeczytają. Czas płynie im coraz szybciej. Śledzenie nowości wydawniczych przyprawia niemal o zawał.
Są ci, którzy pogodzili się z własną ludzką niedoskonałością i przeżywają rozterki wyboru. Dziesięć razy przekartkują zanim się na coś zdecydują. W końcu skupiają się na ulubionych gatunkach, tematach, pisarzach. Osiągają jakieś szczęście spełnienia, odkrycia własnych gustów.
Kolejną grupę stanowią ci, którzy z premedytacją szukają mądrości i piękna wśród literatury faktu i klasyki. Wiele razy powracają do fragmentów, nad którymi rozmyślają, łączą je z innymi o podobnej treści. Notują, zakreślają, tworzą swoje bazy informacji.

Jest czytelnik badacz i czytelnik odkrywca. Badacz dokonuje analizy i syntezy, łączy i układa, natomiast odkrywca przeciera ścieżki wśród nowości, pomaga innym je ogarniać, zauważać trendy. Jeżeli są takie dwa bieguny czytelnicze, symetria odbioru książki, to należy uznać ten fakt  za swoisty podział ról jak niemalże na każdym kroku życia społecznego, gdzie albo się pracuje, albo eksperymentuje - to niemal motyw ikaryjski. Co jest między biegunami?  Czytelnik szczęśliwy i nieszczęśliwy, spełniony i poszukujący, dojrzały i rozedrgany w swych wyborach. To każdy, kto sięga po książkę z różnych powodów.
fot. Nina Leen (1909-1995)
Inna sprawa: Czytać nowości albo sięgać do książek, które już wyrobiły sobie jakąś markę wśród odbiorców słowa? Wiadomo, że dom buduje się od fundamentów, więc i obycie czytelnicze oraz gust trzeba kształtować od znaczących dzieł klasyków. Szkoła wskazuje tytuły, czasem zniechęca jednostronnymi, pospiesznymi analizami, jednak   jej niezaprzeczalną zaletą jest dotarcie do tych uczniów, którym dom nie ukształtował nawyków obcowania z literaturą. Co zrobią później z tą wiedzą, to już zależy od nich samych i nie jest moim celem w tej chwili analizowanie tego zjawiska. Znajomość klasyki, nawet pobieżna jest potrzebna do odczytywania aluzji literackich, rozpatrywania wykorzystywanych wątków w szerszym kontekście, spojrzenia na człowieka minionych epok, a nade wszystko na zrozumienie roli języka i kompozycji dzięki którym często pewne dzieła uznawane są za wielkie. Literatura najnowsza jest zawsze wielką niespodzianką pozbawioną opracowań. Uderza czytelnika siłą reklamy, czasami aktualną lub modną treścią, każe mu błądzić w gąszczu tytułów, po omacku korzystać z podpowiedzi krytyków albo opinii innych maniaków książek. Sztuką jest znaleźć w tym wszystkim swoją ścieżkę bez wchodzenia w ślepe uliczki. Należy podziwiać tych pionierów, którzy w całym galimatiasie zaczynają widzieć logikę, porządek i umieją swoje spostrzeżenia przekazać innym. Wyższą sztuką jest dostrzeżenie ciągłości literatury nie jako zmiennych obrazów epoki, dnia dzisiejszego, lecz człowieka, który przeżywa te same rozterki od wieków.
fot. Nina Leen (1909-1995)
Jeden z bohaterów Dawnych mistrzów Thomasa Bernharda wśród wielu dywagacji zajmuje się też jakością czytelniczego odbioru i czytania. Przewrotnie stwierdza, że wcale nie trzeba czytać książki kompletnie, bo czasami wystarczy kartkować. Zanim się przeczyta coś w całości, należy dziesiątki przekartkować nim wybierze jedną do przeczytania.  Utalentowany kartkujący  zatrzymuje się na jednej stronie  i "...kiedy jednak tę jedną stronę czyta, czyta ją tak gruntownie jak nikt inny i z największą pasją czytelniczą, jaką można sobie wyobrazić." Kartkowanie, zdaniem wypowiadającego się Regera, niesie w sobie dużo przyjemności czytelniczej. "W sumie przecież lepiej przeczytać niechby i trzy strony trzystustronicowej książki, za to tysiąc razy gruntowniej niż normalny czytelnik, który wszystko niby przeczyta, ale nawet jednej strony gruntownie, powiedział. Lepiej przeczytać dwanaście linijek książki z najwyższą intensywnością, czyli, jak można by powiedzieć, przebić się do Całości, niż gdybyśmy przeczytali całą książkę tak jak normalny czytelnik, który w końcu przeczytaną przez siebie książkę zna równie powierzchownie, jak lecący samolotem pasażer krajobraz, nad którym leci samolot. Nie dostrzega nawet zarysu terenu. A dzisiaj wszyscy czytają wszystko w locie, czytają wszystko, niczego nie znają. Ja, wszedłszy do książki, zaraz się do niej wprowadzam, proszę sobie wyobrazić, zapieram się rękami i nogami i siłą trzeba mnie z niej wyrywać, wkraczam na dwie, trzy strony tekstu filozoficznego, tak jakbym wkraczał na jakiś teren, w przyrodę, na terytorium państwa, część świata, niech panu będzie, aby w ową część świata wedrzeć się nie zaledwie niecałą siłą i niecałym sercem, lecz całkowicie, aby ją zbadać, a następnie po zbadaniu jej tak gruntownym, jak to tyko jest  w mojej mocy - móc dojśćdo konkluzji o Całości. Kto wszystko czyta, niczego nie pojął, powiedział." Dalej porównuje zachłannego czytelnika, tego żarłocznego, do mięsożercy, który nie dba o swoje zdrowie.  "szczyt przyjemności dają nam przecież fragmenty, tak jak i w życiu osiągamy szczyt przyjemności, przyglądając mu się we fragmentach, a jaką grozę budzi w nas Całość i w gruncie rzeczy też to, co jest doskonałe, kompletne."
fot. Nina Leen (1909-1995)
 "Dobry czytelnik powinien być w trakcie lektury zatopiony w niej właśnie, nie w dookolnych widokach."  - stwierdza przewrotnie Amos Oz. A ja dodam, że może to być klasyka, pachnąca farbą drukarską nowość lub strona wybrana z czułością po przekartkowaniu.
____________
Moje inspiracje:
Thomas Bernhard, Dawni mistrzowie. Komedia, przeł. Marek Kędzierski, wyd. II, Czytelnik, Warszawa 2010, ss. 23-24.
Amos Oz, Opowieść się rozpoczyna, przeł. Wacław Sadowski, Prószyński i S-ka, Warszawa, s. 142.

piątek, 28 stycznia 2011

O krytykach

Krytyków literackich można lubić lub nie, można się  obawiać ich ciętego języka, przenikliwości, irytować ocenami, które są wynikiem upodobań, wiedzy o literaturze, poetyce, nawet osobistych sympatii, można potulnie stulić po sobie uszy lub się buntować, ironizować. Krytyka literacka uchodzi za forpocztę historii literatury, zdanie współczesnych znawców na temat aktualnego rynku wydawniczego, które  można będzie wziąć pod uwagę w przyszłości. Z perspektywy pokolenia można wszak dostrzec nowe prądy, tematy epoki. Tak było w czasach rozkwitu prasy, która nawet w codziennych wydaniach miała rubrykę literacką, a specjalistyczna poświęcona była współczesnym zjawiskom kultury. Dzisiaj jednak wiele wysokonakładowych gazet usunęło dodatki literackie, rubryki poświęcone książkom są ubogie, czasopisma literackie dostępne są dla wybranych, gdyż nawet przeciętne biblioteki nie prenumerują tej prasy. Jednak rzecz nie tyle w dostępności co jakości. Przeciętnego czytelnika może i nie interesują polemiki literackie, gdyż nie wie, czemu służą, a czasami odstręcza go zbyt hermetyczny język, ale może pociągnęłaby go indywidualność piszącego o literaturze. Idąc dalej, można dodać, że krytycy nie potrafią ze sobą dyskutować na łamach prasy, raczej okopują się w pismach, z którymi współpracują. Piszą recenzje, głównie o charakterze informacyjnym, czasami  oceniają, że nie podoba się im okładka lub wstawiają słowa hit, kit, rzadko trafia się dobry felieton. Wyższą sztuką jest już napisanie eseju lub artykułu o twórczości pisarzy lub popularności gatunków literackich, nowych trendach kompozycyjnych lub wykorzystaniu języka. Nie jest dziwne, że o krytykach krytycznie wypowiadają się pisarze, a jeszcze inni biorą sprawy w swoje ręce i ochoczo objaśniają meandry swojej twórczości i zamysły twórcze w wywiadach lub własnych szkicach literackich, by któryś z krytyków wykorzystał ich słowa w swoich tekstach.

Świadek 1. - Milan Kundera, buntownik
W Zdradzonych testamentach Milan Kundera proponuje nowe spojrzenie na zachowany dorobek literacki Franza Kafki, sugerując odświeżenie kontaktu z tekstami. Tym samym zaleca oderwanie się od tradycji interpretacyjnej zapoczątkowanej przez przyjaciela autora, który nie wypełnił testamentu wybitnego prozaika. Max Brod, rozpoczynając batalię o miejsce Kafki w historii literatury, uznał, że odzew przyniesie nie tylko wydanie tekstów, lecz i ich interpretacja. Jednak ona była uwarunkowana jego pojmowaniem sztuki powieści. Sam był miernym pisarzem i nie odniósł w tej dziedzinie sukcesów. "Jednak człowiek piszący kiepskie wiersze staje się niebezpieczny w chwili, gdy zabiera się do wydawania dzieł swego przyjaciela." - stwierdza Kundera - dodając, iż stworzył trwajacą od lat kafkologię. "Kafkolodzy ochoczo i hałaśliwie podważają autorytet ich ojca, nigdy jednak nie opuszczają miejsca, które ten im wyznaczył. (...) W niezliczonych przedmowach, przysłowiach, przypisach, biografiach i monografiach wytwarza ona i podtrzymuje obraz Kafki tak, że autor znany publiczności pod nazwiskiem Kafka nie jest już Kafką, lecz Kafką skafkalogizowanym." Sama "kafkologia jest językiem mającym na celu skafkalogizowanie Kafki. Zastąpienie Kafki Kafką  skafkalogizowanym." Milan Kundera podaje pięć argumentów na poparcie swoich poglądów, które dotyczą nadużyć interpretacyjnych opartych o biografię, a nie o kontekst historii powieści europejskiej, działań "hagiograficznych", ale też ignorowanie  oddziaływań pisarzy na rzecz wpływów filozofów, niedostrzeganie istnienia sztuki modernistycznej. "Kafkologia nie jest krytyką literacką (nie rozważa wartości dzieła: nie znanych dotychczas stron egzystencji przez to dzieło odsłoniętych,jego estetycznych nowosci,które wpłynęły na ewolucję sztuki, itd.); kafkologia jest egzegezą. Jako egzegeza, w powieściach Kafki dojrzeć potrafi jedynie alegorie." Protest Kundery przeciwko schematom interpretacyjnym powinien cieszyć tych, którzy nie są przekonani, iż o uznanych twórcach napisano już wszystko i nic nowego wnieść nie można. Jest to też nawoływanie do bycia niepokornym ku chwale literatury. To też zachęta do czytania dorobku pisarskiego w kontekście gatunków, języka, wykorzystywanych motywów.

Świadkowie 2. i 3. -  ironiczni

Krytycznie o krytykach wypowiadali się pisarze, lecz i ci, którzy podejmowali romans z tą dziedziną popularyzowania literatury. Uszczypliwości dotyczyły nadmiernego teoretyzowania, zbytniej pewności swej władzy niektórych z nich:
Krytycy to jednonodzy teoretycy skoku w dal. / Harold Pinter
Innymi słowami wyraził to samo Tadeusz Żeleński - Boy
Krytyk i eunuch z jednej są parafii
Obaj wiedzą jak, żaden nie potrafi.

Dlaczego jednak krytyk nie jest Dostojewskim, Mannem, Woolf, itp, skoro zasady organizacji tekstu i kreowania świata przedstawionego ma w małym palcu? Subiektywne opinie krytyków zmuszają do odbijania ich piłeczki przez  literatów. Mecz może trwać bez końca.

Świadek 4. - Julian Kornhauser, łowca fraz
"Można w tych wersach zaakcentować (a więc: wzmocnić znaczeniowo)
cztery początkowe przymiotniki"
"możemy podkreślić wszystkie słowa wiersza (albo - nie podkreślać
żadnego z nich)"
"w obu przypadkach duchowe zranienie przenika się z katastrofą kosmosu"
"Co można zrobić z uzewnętrznionym doświadczeniem umniejszenia?"
"ilość uwagi poświęconej kotom - to sygnały, iż tę odmianę spotkania
traktuje poeta ze szczególną powagą"
W tym czasie jeden z kotów poety liże łapki,
nie akcentując żadnej z nich.

Krytyka literacka o poezji z tomu "Origami"

Krytyk literacki ma swój zasób słów, fraz, które wykorzystuje w zależności od potrzeb. W dobie internetu można zastosować opcję kopiuj/wklej.

Świadek 5. - Thomas Bernhard, przewrotnie naiwny chytrus
"Mnie jest milej, kiedy ktoś pisze pozytywnie, a nie negatywnie. Obojętnie, kto to jest. Ważne, żeby to było długie. Bo wtedy więcej jest w środku, prawda?" To metoda zaczepna, gdyż następuje potem porównanie z jedzeniem.  Krytyka to jednak konsumpcja z karty dań. Całkiem słuszne spostrzeżenie. Dobrze, gdy klient sam sobie wybiera i jest zadowolony, chyba, że kucharz spartaczył danie. Bywa jednak klient tak upierdliwy, że aż prosi się, by mu napluć w talerz. Bernhard stwierdza, iż najważniejsze jest, by dużo było napisane, obojętnie czy pozytywnie, czy negatywnie. A może kieruje uwagę na to, że nie każdy przeczyta długich wypocin prasowych? To jednak nie wszystko, co ma do powiedzenia o piszących w prasie. Za dużo zarabiają, a pisarz powinien dostawać jeszcze to co oni. "To, co oni wkładają do środka, w gruncie rzeczy jest moje, bo gdyby nie ja, to taki krytyk nie miałby o czym pisać." Współpracownicy zarabiają mniej niż pracownicy etatowi. "...nigdy nie interesuje go, żeby zrobić coś dobrego, bo i tak ma pewną posadę, więc wyciska ciągle tę swoją tubę, aż kiedy stuknie mu sześćdziesiątka, tuba robi się pusta, o ile już wcześniej nie trafi go szlag. (...) Colgate - ciągle wychodzi z niej to samo o tym samym smaku. Z Blend-a-med też. Ale na koniec wszyscy piszą najzwyklejszym Lacalutem, bo są starzy - wtedy jest to pisanie protezowe. Krytyki wkłada się na noc do szklanki jak sztuczną szczękę." Każdy krytyk ma swoją tubkę, ale  wyciśnięta zawartość jest marnej jakości, a jeszcze gorzej, gdy na siłę pisze się o czymś do czego nie ma się przekonania lub kompetencji. W innym miejscu wypowiada się jednak na temat "walenia", oczywiście słownego w prasie i mediach. "Zawsze się cieszę, gdy ktoś we mnie wali, bo wtedy mogę mu po trzykroć oddać, a to czyni człowieka silnym." Krytyka jest więc żerowaniem na twórczości pisarza, pisaniem długich (nie zawsze), lecz miałkich tekstów, ale i atakujących personalnie, co zmusza pisarza do reakcji.

Świadek 6. optymistyczny - Oscar Wilde
"Krytykiem jest ten, kto swe własne wrażenia piękna umie w odmiennej wyrazić formie, nowy im nadać kształt. "/ Portret Doriana Graya (Przedmowa)
Dodaje też
"Niezgodność krytyków między sobą dowodzi zgodności artysty ze sobą. Możemy komuś wybaczyć, że stwarza coś użytecznego, dopóki dzieła swego nie podziwia. Jedynym usprawiedliwieniem dla człowieka, który stwarza coś bezużytecznego, jest wielki podziw dla swego dzieła."
I rzucił piłeczkę do ogródka twórców, zarzucając im czasami zbytnie zadufanie, pewność genialności tego, co się stworzyło.

Krytyka w czasach Internetu
Dzieło literackie jako fakt społeczny i twór językowy  stoi między twórcą a czytelnikiem, a krytyka literacka ma mu stworzyć warunki zaistnienia. Ponieważ prasa kulturalna lub ta z działami o kulturze w wersji papierowej nie dociera do czytelnika masowego, w dzisiejszych czasach funkcję informującą, oceniającą i opisującą może wypełnić Internet. Wydania elektroniczne gazet i czasopism istnieją w sieci, lecz ich siła oddziaływania nie jest zbyt duża. Lukę w łączności książka - czytelnik wypełniają blogi chętnie krytykowane przez fachowców za niską jakość, brak warsztatu krytycznoliterackiego pozwalającego oceniać tekst, jednakże ci fachowcy jakoś nie opanowali masowo Internetu, a ci, którzy prowadzą blogi nie wyróżniają się swoimi wyjątkowymi umiejętnościami i przenikliwością badawczą. Jak zawsze, tak i tu nie można uogólniać, bo jakość blogów o książkach jest też różna, jednak temat ten wymaga gruntownego badania i opisywania. Należy się jednak cieszyć, że tyle osób lubi czytać, ma swoje gusta literackie i chce się dzielić z innymi pasją. Wartość popularyzatorska zdaje się być doceniana szczególnie przez małe wydawnictwa, które dzięki blogom współpracującym mają bezpłatną i szybką reklamę. Krytyka literacka w Internecie wciąż jeszcze czeka na zagospodarowanie, bo miejsca jest dosyć sporo.
__________
Moje inspiracje:
Milan Kundera, Zdradzone testamenty, przeł. z francuskiego Marek Bieńczyk, PIW 1996.
Thomas Bernhard, Spotkanie. Rozmowy z Kristą Fleischmann, przeł. Sława Lisiecka, PIW 2010.

czwartek, 6 stycznia 2011

Powroty poetów

Kraj lat dziecinnych, kraj utraconej niewinności, lecz i młodości, tkwi w sercu, gdzieś w głębi ludzkiego jestestwa. Jego obraz, zapachy, słowa tam wypowiedziane lub usłyszane, żal, że zapomniało się o czymś ważnym, było się zbyt roztargnionym, nieuważnym, powraca po latach w nowym miejscu, wśród innych ludzi  i innym czasie. Nie każdy, gdy wyjechał, może lub ma odwagę do niego wrócić. Literatura zna wszakże takie powroty szczęśliwe lub tylko na skrzydłach wspomnień. Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym - tymi słowami prosi poeta, były dworzanin, Jan Kochanowski, który powrócił na swoją ojcowiznę w Czarnolesie, doznając szczęścia rodzinnego, tragedii odejścia, spokoju tworzenia. Dla innego wielkiego klasyka literatury polskiej to wspomnienie Krzemieńca:
Bo tam, gdzie Ikwy srebrne fale płyną,
Byłem ja niegdyś, jak Zośka, dzieciną.

Jemu współczesny stwierdza: 

Kraj lat dziecinnych! On zawsze zostanie
Święty i czysty, jak pierwsze kochanie.
Nostalgia tych, którzy wyjechali, wyemigrowali, lub, używając słów Juliusza Słowackiego:
Dzisiaj daleko pojechałem w gości
I dalej mię los nieszczęśliwy goni. albo Mickiewicza Dziś dla nas w świecie nieproszonych gości,-  jest obecna nie tylko w literaturze romantycznej, która zapoczątkowała ów nurt opuszczenia gniazda. Pisarz staje się pielgrzymem lub gościem.  Trudna to jest gościna, która nie ma nadziei na powrót, z trudem przełykany obcy chleb. 
Polskie kresy wschodnie są miejscem szczególnej tęsknoty. Strony nowogródzkie zostały zapisane w utworach Adama Mickiewicza. Z potrzeby wytchnienia, oddalenia się od sporów emigracyjnych powstał Pan Tadeusz  przywołujący świat, który odszedł, łudził nadzieją, był jednocześnie i idealny i pełen wad, niósł ze sobą konflikty, które można wyjaśnić, przezwyciężyć, nienawiść, nadzieję przebaczenia i wspólnoty działań. Bogata to księga  do wielokrotnego odczytania. Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie, pamiętaj o Nim i jego poezji.
W dolinie Niewiaży
W 2011 roku należy wspomnieć o jeszcze jednym powrocie. To powroty Czesława Miłosza. Wcześniej w wierszu W mieście pisał:
...Ale wywiało mnie
Za morza i oceany. Żegnaj, utracony losie.
Żegnaj, miasto mego bólu. Żegnajcie, żegnajcie.

Potem były powroty wykute w słowach. Świat. Poema naiwne, Dolina Issy, Gdzie wschodzi słońce  i kędy zapada - to dom, krajobraz, ludzie, proste i jednoznaczne wartości. Powroty mentalne były remedium na czas ciemny w historii i bezradność związaną z szufladkowaniem dokonań literackich, jak sam mówi. Dolina Niewiaży jest nie tylko opisana, ale i ożywiana portretami ludzi i stworów z głębi ludowych wierzeń. To były ścieżki prowadzone przez gęstwinę słów, pojęć, znaczeń, symboli. Jednakże było mu dane wrócić do miejsc mu bliskich i skonfrontować pamięć z rzeczywistością. Powstał cykl wierszy Litwa, po pięćdziesięciu dwóch latach. Czy warto wracać?
Nie ma domu, jest park, choć stare drzewa wycięto
I gąszcz porasta ślady dawnych ścieżek
. / Dwór
Jakaż to oczywista refleksja się rodzi w trakcie spaceru, bo przecież musiał brnąć ścieżkami,deptać zielsko mu miłe, przystawać co chwila, spoglądając na drzewa:
To miejsce i ja, choć daleko stąd,
Równocześnie, rok po roku, traciliśmy liście,
Zasypywały nas śniegi, ubywało nas
I znów razem jesteśmy, we wspólnej starości.

Powrót po latach to czas na refleksje egzystencjalne, zmienność miejsc, niszczenie,  przemijanie.
Czy pocieszeniem może być to, że ci, którzy pozostali mieli przynajmniej czym palić w nasze długie zimy? Dla pogodzonego już człowieka z tym, że nic nie jest wieczne - tak. Dom najbliższy sercu przeminął, została okolica, krajobrazy, skojarzenia, potwierdzenia tego, co widziały pokolenia.
Nie ma już kącika roślin lekarskich, minął czas smażenia konfitur, panny X, choć:
Ale ona jest tutaj, w swojej okolicy,
Jak niewidzialna rusałka z ballady "To lubię".
Wolno jej będzie odejść czy raczej odlecieć
Równocześnie z moim zniknięciem ze świata
. / To lubię

Adam Chmielowski (Brat Albert), Pejzaż ze zjawą
Pamięć nosimy w sercu, ale i ona ma swój czas ściśle określony, przedłużeniem mogą być słowa zapisane z miłością. W miejscu powrotu dalej zbiera się grzyby, ale czy są to takie grzybobrania jak dawniej? Za swoim wielkim poprzednikiem wspomina:
I grzybobrania! Po tęgie zdrowie borowików w dębinie,
Ich wianki, jeden przy drugim, schnące na podcieniu.
Trąbkę myśliwską słychać kiedy idziemy na rydze
I nożyki barwią się żółtoczerwono od ich soku
. / Bogini
Wszystkie drogi prowadzą do domu, wszystkie widoki własne mogą być konfrontowane starymi oczyma.
Była to łąka nadrzeczna, bujna sprzed sianokosów,
W nieskazitelnym dniu czerwcowego słońca.
Całe życie szukałem jej, znalazłem i rozpoznałem
, / Łąka

Józef Rapacki, Kaczeńce
A szczęście odzyskania można potwierdzić tylko łzami.
W oddali czeka miasto młodości.
Przystojniej byłoby nie żyć. A żyć nie jest przystojnie,
Powiada ten, kto wrócił po bardzo wielu latach
Do miasta swej młodości.(...)
/ Miasto młodości
Miasto żyje, ale nie ma już tych, którzy chodzili kiedyś jego ulicami, gdzieś w sercu pozostały ich głosy.
Niektórzy nie chcą wracać do opuszczonych przez siebie miejsc, nie chcąc oglądać zmian, pustki, ogarniającego uczucia obcości. Powroty wywołują łzy, szczęście i ból życia jest wtedy jeszcze trudniejszy.

sobota, 1 stycznia 2011

Wina, wina...

wina, wina dajcie! - śpiewa się w w dumce kresowej, a więc rzecz będzie o trunku, który wspominają najstarsze księgi ludzkości. Najsłynniejszym winiarzem i osobą, którego nadmiar wina wspomagany pogodą zmógł, był Noe, ten sprawiedliwy, którego Bóg ocalił z potopu i zawarł z nim przymierze. Bóg bynajmniej go nie potępił za tę chwilę słabości, ale jeden z synów przyprowadził braci, by oglądali nagiego i nieprzytomnego z przepicia ojca. Na winorośl w tekstach biblijnych natrafiamy wielokrotnie, a uważało się nawet, iż była rajskim drzewem życia. "Szczęśliwy jesteś i dobrze ci będzie: żona twoja jak płodny krzew winny w domu twoim" - czytamy w psalmach. Winnica zaś Nabota stała się solą w oku króla Samarii, Achaba, który chciał ją przejąć, dając w zamian inną. Ojcowizny jednak się nie oddaje łatwo i beztrosko. Dopiero intryga Jezabel zakończyła konflikt i przyczyniła się do ukamienowania Nabota. Powszechnie znany jest cud w Kanie Galilejskiej, w której na weselu z udziałem Chrystusa raczono się winem. Podobno w Biblii o winie i winnicach mówi się aż 149 razy.

Czytelnikom Mitologii znany jest kult Dionizosa (rzymskiego Bachusa), boga wina i płodnych sił natury, o winie wspomina Homer. Jednak starożytni spożywali wino zmieszane z wodą, uważając picie samego za zwyczaj barbarzyński. Wino nie było też  trunkiem bogów olimpijskich, gdyż rolę tę spełniał nektar, a jedynym bogiem, który się upijał był Hefajstos.

 Do Polski wino wprowadziło chrześcijaństwo. Są dokumenty o winnicach przyklasztornych, a i wiele miast ma w herbie winorośl, więc były okresy sprzyjające uprawie. Polskie winiarstwo to osobny temat.
Zwyczaj picia win importowanych stał się popularny wśród wyższych warstw społeczeństwa od końca XVI wieku. Najbardziej popularne i cenione były węgrzyny, węgierskie tokaje (Nihil est vinum nisi Hungaricum), potem reńskie, ale też i sprowadzano wina hiszpańskie, austriackie, francuskie, mołdawskie, czasami greckie.
Andrzej Morsztyn w XVII w. pisał do brata Stanisława:
 Piłeś burgundzkiej prasy potok Bony
I Anżul biały i Burdo czerwony,
I nie francuskie jakoby jagody
Słodki Frontignac,nie cierpiący wody;
I co nie gardzi taką mieszaniną
Orleans, bitną pamiętny dziewczyną.
Prowanckiego marsylijskie tłoku,
I od Narbony wina Langwedoku.
Oprócz trunków wykwintnych były też fałszowane kwaskowate mieszańce. Ponieważ dobre wina pito na dworze królewskim, magnackich, biskupich i bogatej szlachty, stały się ważnym elementem obyczajowości. Było rozweselającym trunkiem rozwiązującym języki a do tego spożywanym w towarzystwie, delektowano się nim, pisano o nim wiersze i pieśni.
Wino dowcip zaostrza, posila człowieka,
Żołądkowi potrzebne i przyczynia wieka.
Frasunek, myśli przeróżne wybija nam z głowy,
Czemu żaden nie sprosta wymownemu słowy.
Dni wesołych matką jest, dobrą myśl sprawuje,
Winem głowa zagrzana kłopotu nie czuje.
Nuży skąpstwo przemierzłe, łakomstwo przeklęte
- ułożył Piotr Zbylitowski.
O spożywaniu trunków, biesiadowaniu pisał już mistrz z Czarnolasu, nie zawsze wymieniając napój.
Ale oto jego wino:
W piwnicy także coś na schyłku wina. / Do Pawła
O człowieku czystego sumienia: 
Temu wina nie trzeba przylewać
Ani grać na lutni,ani śpiewać;
/ Pieśń II, Księgi pierwsze
Ponadto:
Jakokolwiek zwano
Wino, co cię lano:
Przymkni się do nas, a daj się nachylić,
Chciałbym twym darem gości swych posilić!
/ Pieśń II, jw.
I biesiada na całego:
Chcemy sobie być radzi?
Rozkaż, panie, czeladzi,
Niechaj na stół dobrego wina przynaszają,
A przy tym w złote gęśli albo lutnią grają
. / Pieśń IX, jw.
Tu przy cieknącym, przezornym strumieniu
każ stół gotować w jaworowym cieniu;
Każ wino nosić, póki beczka leje,
Póki wiek służy, a śmierć nie przyspieje!
/ Pieśń XI, Księgi wtore
Wino jest dobre  w chwili smutku i radości, zawsze w dobrej kompanii.  Jednak zdarzają się i tacy, którzy stronią od napojów. Czym upojono słynnego doktora Hiszpana, gdy złożono mu nocną wizytę? Faktem jest, że dziewięć kolejek to było za dużo.
W czasach staropolskich funkcjonowało powiedzenie odnoszące się do spożywania wszystkich alkoholi:
Kto pije, ten łebski,
Kto nie pije, ten kiepski.
Piotr Roizjusz był ten kiepski, ale miał dobrych, dowcipnych kompanów na dworze królewskim, a epizod został po wsze czasy utrwalony we fraszce.
kielich toastowy, XVIII w.

Najsłynniejsza pieśń, wybuch radości, pochwała życia, powstała w drugiej połowie XVIII wieku. Franciszek Bohomolec stworzył słynnego Kurdesza nad kurdeszami. Inspiracją stała się gościnność warszawskiego kupca Grzegorza Łyszkiewicza i jego żony Anny oraz zasobna piwnica. Kurdesz to kompan, towarzysz, a wyraz został zaczerpnięty ze słownictwa tureckiego czasów ottomańskich: kar(yn)dasz - bliźniak, brat, towarzysz, dosłownie: zrodzony z tegoż łona, od karym łono.

Każ przynieść wina, mój Grzegorzu miły,
Bodaj się troski nigdy nam nie śniły!
Niech i Anulka tu zasiądzie  z nami!
Kurdesz, kurdesz  nad kurdeszami!


Skoro się przytknie ręka do butelki,
Znika natychmiast  smutek z serca wszelki:
Wołajmyż tedy, dzwoniąc kieliszkami:
Kurdesz, kurdesz  nad kurdeszami!


Niezłe to wino! Do ciebie, mój Grzelu:
puchar toastowy, XVIII w.
Cieszmy się, póki możem, przyjacielu!
Niech stąd ustąpi nudna myśl z troskami!
Kurdesz, kurdesz  nad kurdeszami!


Patrzcie, jak dzielny skutek tego wina:
Już się me serce weselić poczyna.
Pod stół kieliszki!  Pijmy szklenicami!
Kurdesz, kurdesz  nad kurdeszami!


I ty, Anulko, połowico Grzela,
Bądź uczestniczką naszego wesela:
Pofolguj sobie i chciej wypić z nami!
Kurdesz, kurdesz  nad kurdeszami!


Już po butelce: niech tu stanie flasza,
Viwat ta cała kompanija nasza!
Viwat z Maciusiem i z przyjaciołami!
Kurdesz, kurdesz  nad kurdeszami!


Maciuś jest partacz,  pić nie lubi wina,
Myśli, że jemu złotem jest dziewczyna,
Dajmyż mu pokój, pijmy sobie sami!
Kurdesz, kurdesz  nad kurdeszami!


Odnówmy przodków ślady wiekopomne,
Precz stąd, szklenice, naczynia ułomne!
Po staroświecku pijmy pucharami!
Kurdesz, kurdesz  nad kurdeszami!


Już też to, Grzelu, przewyższasz nas wiekiem
A wiesz, że wino  dla starych jest mlekiem;
Łyknij, a będziesz śpiewał z młodzikami:
Kurdesz, kurdesz  nad kurdeszami!

Wino rozweselało, tłumiło smutki i cierpienia, kazało cieszyć się dobrym towarzystwem, nawet Anulka, żona Grzegorza była  mile widziana. Zaś abstynent Maciuś został pozostawiony sobie, gdy namowy dołączenia się do toastów nie skutkują.Tak to biesiadowano,ciesząc się przednim winem, które rozjaśniało umysł, dodawało dowcipu i sarmackiej fantazji.
Innym tematem jest nadużywanie alkoholu i sylwetki pijanic.
Z obserwacji Jana Kochanowskiego wynikało, że toasty mogły wyglądać tak: 
Prze zdrowie gospodarz pije,
Wstawaj, gościu! A prze czyje?
Prze królewskie. Powstawajmy
I także ją wypijajamy!
Prze królowej. - Wstać się godzi
I wypić; ta za tą chodzi.
Prze królewny. - Już ja stoję!
A podaj co rychlej moję!
Prze biskupie. - Powstawajmy
Albo raczej nie siadajmy!
Ta prze zdrowie marszałkowe. -
Owa, gościu, wstań na nowe!
Ta prze hrabie. - Wstańmy tedy!
Odpoczniemże nogom kiedy?
Gospodarz ma w ręku czaszę,
My wiedzmy powinność naszę!
Chłopię, wymkni ławkę moję,
Już ja tak obiad przestoję.
Podobny temat porusza niezastąpiony Jędrzej Kitowicz w informowaniu o obyczajach staropolskich.
Zatem z winem wkraczam w nowy rok. Wasze zdrowie!
____________
Moje inspiracje:
Teksty Władysława Kopalińskiego, Zbigniewa Kuchowicza, Krystyny Bockenheim; poezja staropolska i oświeceniowa
Puchary ze zbiorów Zamku Królewskiego na Wawelu.
Świat Książki wydał ostatnio Nowe kroniki wina Marka Bieńczyka, ale tej pozycji nie znam.

czwartek, 23 grudnia 2010

Boże Narodzenie

Pusty rynek. Nad dachami
Gwiazda. Świeci każdy dom.
W zamyśleniu, uliczkami,
Idę, tuląc świętość świąt.

Wielobarwne w oknach błyski
I zabawek kusi czar.
Radość dzieci, śpiew kołyski,
Trwa kruchego szczęścia dar.

Więc opuszczam mury miasta,
Idę polom białym rad.
Zachwyt w drżeniu świętym wzrasta:
Jak jest wielki cichy świat!

Gwiazdy niby łyżwy krzeszą
Śnieżne iskry, cudów blask.
Kolęd dźwięki niech cię wskrzeszą -
Czasie pełen Bożych łask!

Joseph von Eichendorff, tłumaczył ks. Jerzy Szymik

Pięknych  myśli, dobrych słów i takiego towarzystwa, w którym będzie Wam dobrze, życzę na czas świętowania.

niedziela, 19 grudnia 2010

Pomnik obalony

Stawianie pomników ludziom wynika nie tylko z uznania dla postawy i dorobku życia, gdyż  oprócz zasług dla całego narodu lub społeczności lokalnej ważną rolę odgrywa interpretowanie historii, aktualny ustrój, mody itp. Zwyczaj to stary jak świat. W starożytnym Rzymie w pewnym momencie wymyślono odkręcanie głów figurom, by wymienić na nową, aktualnie czczoną. Praktyczny to sposób, oszczędny, a ludzie zapewne swoje myśleli i mieli z tego niezły ubaw. Za życia wielu internautów dokonano i u nas obalenia wielu pomników lub wymiany na inne. Najbardziej spektakularny, bo rejestrowany przez kamery, był upadek z  piedestału Feliksa Dzierżyńskiego. Każde miasto miało większe lub mniejsze widowisko oderwania utrwalacza władzy, rezygnacji z przyjaźni, przewartościowania na nowo wdzięczności, również nie chciano już spoglądać w oczy filozofom i geniuszom Wschodu. Przybysz z obcej planety po zapoznaniu z faktami mógłby stwierdzić, że ludzi są istotami płochymi i niestałymi w uczuciach.
Przy bliższym rozeznaniu i podjęciu badań historycznych można stwierdzić, iż boom na pomniki poświęcone naszemu Wielkiemu Bratu kwitł też, o dziwo,  w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, choć naturalne byłyby lata pięćdziesiąte. Dziwna to wdzięczność po latach, toteż paluszki decydentów partyjnych chowu powojennego na pewno miały w tym procederze decydujący głos. Na prowincji to był jakiś żal, smutek braku i nadzieja dołączenia do grona pomnikowych rodzin. Prowincjonalne odsłonięcie w niedzielę przed lub po sumie mogło wyglądać tak.
 Jednak łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Wywyższony staje się niewygodny, kłuje w oczy, toteż trzeba go wyprosić z salonu. Zanim znalazł swoje miejsce, musiał przeleżeć w miejscu, z którego wyrósł. Śmietnik historii nie jest łaskawy dla wydarzeń nowych, bo towarzyszy mu zbyt wiele emocji, nienawiści, skłonności do odwetu. Część pomnikowych sierot znalazła schronienia  w muzeach PRL, ale tu jednak i  klasowość dała o sobie znać - godniejsi w Kozłówce, pomniejsi w Rudzie Śląskiej. Stoją jacyś zużyci, okaleczeni, zmęczeni czasem. Przy niektórych brak wielu danych, np. rzeźbiarza, daty odsłonięcia, jakby pochodziły z zamierzchłej przeszłości, gdy wszystko czas zatarł i niepamięć.
Miejsce opuszczone nie może zostać puste. Trzeba wielu debat, by wybrać patrona uniwersalnego lub myśl przekutą w rzeźbę. W miejscu  poprzedniego pojawiła się Pieta śląska, która ma symbolizować śmierć synów na wojnie. Tak więc historia przeszła od wdzięczności do śmierci, od kumpli w zgodnym marszu do matki opłakującej, od wymiaru politycznego do rodzinnego - ale i tu wychyla się historia i puszcza do człowieka oko. Cierpienie i śmierć zaciera dobro i zło, bo każdy cierpiał i wykonywał rozkazy albo walczył z przekonaniem. Już Mickiewicz o takiej sytuacji napisał:
"Tam i ci, co bronili, - i ci, co się wdarli,
Pierwszy raz pokój szczery i wieczny zawarli."
Pieta w zimowej szacie
 Osobnym tematem pomnikomanii jest ich walor artystyczny i oryginalność.

Burząc pomniki, oszczędzajcie cokoły. Zawsze mogą się przydać. Stanisław Jerzy Lec

wtorek, 14 grudnia 2010

Pomnik - post scriptum

A. Czerniawski według Topolskiego
Przeglądając tomiki wierszy, natknęłam się na wiersz, który może być komentarzem do poprzedniego wpisu o pomnikach i zastanowienia się nad decyzjami upamiętnienia.
Adam Czerniawski jest poetą, prozaikiem, tłumaczem literatury polskiej i popularyzatorem kultury polskiej za granicą. Jego fizis kreską pociągnął sam Feliks Topolski.
Poeta wybrał punkt widzenia dzieci, które bawią się w pobliżu pomnika nieznanej im sławy. Może kiedyś w szkole nauczą się o tym bohaterze. Co ciekawe, dorośli również nie potrafią zaspokoić ciekawości młodych. Pomnik ważny i nieważny, ozdoba skweru, który jest ze wszystkimi i samotny równocześnie, stanowi dowód postrzegania tych form rzeźbiarskich ozdabiających  wytypowane miejsca.


Wybudowali mu pomnik
i stoi na cokole
zimą przysypany śniegiem
wiosną słońcem olśniony
zasłuchany w drzewa
na zacisznym skwerze -
litery na cokole
ze złota
miecz spiżowy
i oczy z kamienia


żył kiedyś dawno
i my choć bawimy się tu co dzień
nawet nie wiemy kiedy
bo nas o nim jeszcze w szkole
nie uczyli

pytamy przechodniów
lecz oni też nie wiedzą
ale podobno za życia
był wielki i sławny


a teraz stoi na cokole
w dzień patrzy samotny
na uliczny ruch
w nocy samotny patrzy
chyba na gwiazdy
ale my tego nie wiemy na pewno
bo w nocy mama
nie pozwala nam na ulicę wychodzić

Adam Czerniawski, z tomu Topografia wnętrza, 1962

niedziela, 5 grudnia 2010

Pomnik uskrzydla?

Wybudowałem pomnik trwalszy niż ze spiżu - pisze słynny Rzymianin. Wiadomo, że zrobił to siłą talentu i przekonaniem, iż plon jego weny twórczej nie zginie. Jednak ludzie chcą uczcić pamięć sławnych ludzi nie tylko trudząc się czytaniem, zdobywaniem wiedzy, prowadzeniem prac badawczych nad dziełami, lecz sposobem łatwiejszym, inicjując budowę pomnika. Jest czyjś wniosek, debata i podjęcie decyzji, zapewnienie funduszy na przedsięwzięcie i... huczne odsłonięcie. Decydenci, zgoniona dziatwa szkolna, przypadkowi przechodnie świętują. Potem pomnik sobie stoi w miejscu bardziej lub mniej godnym.

Dlaczego ten? Dlaczego tu?
Dobrze, gdy postać wiąże się z historią miejsca wystawienia pomnika, lecz czasami bywa on tzw. "zapchajduszą". Ów neologizm oznacza zastępstwo - jak w pracy za kogoś nieobecnego lub nagle zwolnionego. Po prostu trzeba zlikwidować niewygodny pomnik, bo ktoś wykoncypował, że można z niego odczytać coś innego niż wyraża, mimo że to co wyrażał jego poprzednik, usunięto. Ten zapis oddaje logikę myślenia decydentów z końca lat sześćdziesiątych. Ach, dorwać te protokoły z posiedzeń i poczytać - to byłaby gratka.
I oto trzeci z kolei pomnik, tym razem niepozornie wkomponowany w plac, który ma oddawać wielkość i nieśmiertelność Stefana Żeromskiego, bo wielkim Polakiem i patriotą był. Pisząc te słowa, nie prezentuję postawy "antyżeromskiej", gdyż rozumiem  nieustanny podziw nad jego twórczością np. Barbary Wachowicz, która w wywiadzie powiedziała, że jest na pierwszym miejscu wśród bliskich sercu. Był też ulubionym prozaikiem Krysi Wańkowiczówy, córki Melchiora.
Pospiesznie wydłubana głowa a przy plecach ma zamontowane coś, co należy inteligentnie odczytać jako jego dorobek, czyli książki, które do uskrzydlają. "Kto mi dał skrzydła?" - powinien ryknąć doniosłym głosem na znak sprzeciwu i krzywdy. Do tej pory jest jednak cisza, choć może przemawia w noc wigilijną.



Na razie zimą doskonale prezentuje się w zimowej czapie. Ponieważ obecnie dostępu do postaci bronią budy niby-kiermaszu, prezentuję zbliżenia. Co ciekawe, przed nim jest szopka z żywymi zwierzętami, więc Stefcio pełni nową pośmiertną funkcję.

Przycupnął sobie ten pomnik na placu i zadziwiony patrzy na nieznane mu otoczenie. Ludzie wznieśli mu pomnik z kamienia, a dzieła murszeją na półkach. Ideał sięgnął bruku.

niedziela, 21 listopada 2010

Na mostach

świata
życie ma swój czas.
Praktyczny pomost
trzyma
teraźniejszość i przyszłość.
Nad nim wiszą
nożyce,
by przeciąć wstęgę.

Niektóre mosty miały szczęście utrwalenia w poezji i piosenkach, a mówiąc to, nie nie zapominam o malarstwie, filmie lub prozie. Z wierszami w dłoni można odbyć krótką wędrówkę po paru miastach. Zacznijmy od Warszawy.
Jan Kochanowski we sześciowersowej fraszce Na most warszawski dotykał praktycznej strony przedsięwzięcia komunikacyjnego. Warszawa z czasów Zygmunta Augusta wzbogaciła się o dodatkową możliwość osiągnięcia drugiego brzegu nieubłaganej Wisły. Jest to pean na cześć króla, który znalazł fortel na wzburzoną rzekę i dlatego "Twój grzbiet nieujeżdżony wszyscy deptać mogą." Budowa trwała od 1568 do 1573 (czasy Anny Jagiellonki), a most przetrwał 30 lat, by wreszcie ulec kolejnej wiosennej krze. Był zbudowany przy północnych murach Starego Miasta od strony ulicy Mostowej i stanowił dumne osiągnięcie ówczesnej techniki. Niecałe cztery wieki później inny poeta, Konstanty Ildefons Gałczyński, zatrzymał się
Na moście Poniatowskiego
wiatr śnieg ukośnie rozkłada.
Na moście Poniatowskiego
śniegiem kurzy balustrada
. / Pieśni, VIII
Natomiast Stanisław Baliński, poeta, którego wybuch wojny zastał za granicą, w Panoramie Warszawy  zaznacza tylko obecność mostów:
Pomiędzy Trzecim Mostem a mostem Kierbedzia
Miasto skupia się, piętrzy, rzekłbyś w gnieździe siedzi
.
Willy Ronis, Most Karola, Praga, 1967
Tymczasem stary sześćsetletni praski most Karola, który "W niebie się kończy", doczekał się dowcipnego i śpiewnego w wersyfikacji z refrenowymi zwrotkami upamiętnienia przez Jerzego Harasymowicza (Na Karlowym moście). Najstarszy kamienny most otoczony jest figurami świętych.
I dwa szeregi
Świętych jak szpaki
Co narzekają
Na grzeszne światy

A wśród nich jest i Nepomucen wyrzucony do Wełtawy z rozkazu Wacława IV, i Franciszek, i Iwo, każdy zajęty swoimi sprawami. Ponieważ również  "najważniejsze / Bracie rzemiosło" oraz  "najważniejszy / Jest bracie detal", nie tylko piesi przemierzają most, lecz i niektóre rzeźby figlują co niemiara.
Ten czyta księgi
Ów zbija sandał
(...)

Cherub na moście
Siadł jak na wierzbie


I prawie macha
Sobie nogami
I kaczek puszcza
Zielony kamyk

Wokół roztacza się panorama starej Pragi:
Chorały kopuł
Pod wieków parą
Grzmi w złoty kocioł
Ten praski barok
Pablo Picasso, Panny z Avignon, 1907
Przenosimy się teraz w inny krąg językowy, na południe. W wierszu Krzysztofa Kamila Baczyńskiego Sur le pont d'Avignon nie ma opisu mostu nad Rodanem, lecz przywołany jest cytat z francuskiej piosenki. Tu na moście tańczą niewidzialni panowie i panie w liściastych sukniach, tworząc oniryczną atmosferę wolności i swobody, spełnienia marzeń. W rzeczywistej francuskiej piosence zgraja złodziejaszków po wizycie w pobliskiej tawernie się czaiła na swoje ofiary. Inny poeta, Tadeusz Śliwiak pisze:
Kiedyś wszedłem na most
i musiałem zawrócić
ten most stał w Awinionie
nad rzeką Rodan
prawdę mówiąc była to połowa mostu
mostu tańczących na moście
/ Drugi brzeg
Most Mirabeau z rzeźbą Nawigacja
Tymczasem w Paryżu "Pod mostem Mirabeau płynie Sekwana" - zaczyna Guillaume Apollinaire. Staje się on znakiem myśli o przemijaniu, które odmierza przywoływany parokrotnie zegar.
Niech dni się toczą jak rzeka wezbrana
Ni czas nie zawraca
Ni miłość pożegnana.


Miłość odeszła
Miłość jak woda bieżąca odpływa
I odpływa życie,

 ale
Po bólu zawsze radość niespodziana i "ja".
Andre Derain, Most Westminsterski, 1906
U sąsiadów Francuzów na północy w Londynie króluje Most Westminsterski. William Wordsworth , jeden z tzw. "Poetów Jezior", 3 września 1803 roku o poranku przygląda się miastu. 
Nieczułą miałby duszę, kto by obojętnie
Ominął widok, który tak wzrusza swym pięknem.
Wielkie miasto przywdziało, jak szatę przeźroczą,

Światło poranka
:...
Wzrokiem notuje pobliskie łodzie oraz obiekty architektoniczne, sięgając aż po horyzont ku polom. Czuje rześkie powietrze i spokój płynący z nieba ku falom. Wyjątkowa gra światła wspiera radość, zadowolenie i utrwala w duszy wyciszenie i  niezapomniany widok.
Brookliński most, fot. Bebeto Matthews
Natomiast za oceanem Most Brookliński zyskał szczególną sławę. Łączący Brooklyn z dolnym Manhattanem
(gdzie znajduje się m. in. Wall Street), jest  od 1883 r. częścią pejzażu Nowego Jorku.
Hart Crane żyjący w I połowie XX wieku entuzjastycznie odnotowuje przejawy życia metropolii, kierując wzniosłe apostrofy:
Wibrujesz, zawieszony jak wyrok, jak łaska.

Harfo, ołtarzu, stopnie furii (jak mógł zwykły
Trud tak ustawić, napiąć chóry twoich strun!),

oraz
O, Bezcenny - jak rzeka pod tobą płynąca -

Szczegóły techniczne przenikają się ze światłami miasta, tłumy z jednostką, bo ktoś zdesperowany wbiegł pospiesznie, by zakończyć życie.
Szaleniec mknie do twoich balustrad - przez chwilę
Chybocze się - krzyk wzdyma koszulę jak balon -
I spada, jak żart klowna, po którym cyrk milknie.

O samobójcach z przyczyn ekonomicznych wspomina również człowiek radziecki.
tutaj
stał Majakowski,
stał tu
i głoskę z głoską rymował
. -(...) w 1925 roku
Bru-kliń-ski-most
tak...
to jest coś!


Natomiast Edward Stachura przewrotnie chce:

Nie brookliński most
Ale przemienić
W jasny, nowy dzień
Najsmutniejszą noc-
To jest dopiero coś!


Most rzeczywisty, cud techniki budzący podziw,skłaniający do spoglądania w dal pozwala dostrzec go jako symbol rozwijającego się miasta, ale i zmienności losów, uczuć, tego ciągu przerzuconego między dwoma punktami. Poeci lubią spoglądać w obiekty wokół niego oświetlane światłami poranka lub zbliżającej się nocy. Na koniec opis mostów dokonany przez Arthura Rimbaud.

Kryształ szarego nieba. Osobliwe zarysy mostów, jedne proste, drugie wygięte w łuk, inne opadające albo zachodzące na nie pod skośnym kątem i formy te powtarzają się w innych strefach kanału w świetle, ale wszystkie tak wydłużone i lekkie, że brzegi pod ciężkimi kopułami zniżają się i zmniejszają. Niektóre z tych mostów dźwigają na sobie rudery. O inne wspierają się maszty, sygnały i kruche poręcze. Minorowe akordy krzyżują się i snują; struny pną się nad stromym wybrzeżem. Widać czerwoną bluzę, może inne jeszcze ubiory i muzyczne instrumenty. Czy to ludowe melodie, fragmenty książęcych koncertów, pogłosy hymnów publicznych? Woda jest szara i sina, szeroka jak morska odnoga. - Biały promień, spadający z wysokiego nieba, niweczy tę komedię.
__________
Wędrując po mostach świata spotkałam:
Jana Kochanowskiego, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Tadeusza Śliwiaka, Jerzego Harasymowicza, Edwarda Stachurę, Stanisława Balińskiego, Guillaume Apollinaire'a, Williama Wordsworth'a, Harta Crane,  Włodzimierza Majakowskiego i Arthura Rimbaud.

czwartek, 11 listopada 2010

Gospoda Polska

Nie będzie to wypowiedź o karczmie, domu zajezdnym, tudzież stancji, kwaterze, a więc słowach, które można znaleźć w słownikach, lecz o odkrytym znaczeniu, znalezionym na starej fotografii.
Skałat, początek XX w., członkowie "Gospody Polskiej"- zdjęcie pamiątkowe

Zdjęcie zbiorowe pochodzi z początku XX wieku. W pierwszym rządzie siedzą ci najgodniejsi z miasta z proboszczem, starostą i innymi przedstawicielami polskiej inteligencji. Przed nimi malowniczo upozowało się czterech panów, a w rzędzie za nimi stoi mój dziad (czwarty z lewej), wówczas chyba dwudziestodwuletni młodzian, kawaler - to ten najwyższy w konfederatce  - z jakąś powagą, pewnością siebie w oczach i zawadiacko wykręconym cienkim wąsikiem. Mężczyzna stojący w ostatnim rzędzie trzyma sztandar, na którym jest wyhaftowane: Gospoda Polska 190.  i tej ostatniej cyfry nie widać. Może to być rok 1900, 1901, czyli konsekrowanie nowego kościoła według projektu Teodora Talowskiego. A może 1903. Wiem, że nie miało własnej siedziby, bo budynek Sokoła powstał dopiero w 1909. Ich znakiem jest orzeł w koronie, bo wszyscy są Polakami wyznania rzymsko-katolickiego. Szukając informacji o takim stowarzyszeniu, które powinno być popularne na terenie Galicji, ku memu rozczarowaniu, nie natknęłam się na żadną wzmiankę, a znalazłam za to sporo informacji o Stowarzyszeniu "Gospoda Polska" w mandżurskim Harbinie (zresztą wybudowanym przez Polaków), które istniało począwszy od 1907 roku. Podejrzewam, że nazwa została przeniesiona z istniejących już lokalnych stowarzyszeń Austro-Węgier ( na pewno nie z zaboru rosyjskiego). Z rodzinnych wspomnień wiem tylko, iż działało ono do I wojny światowej i zostało rozwiązane, gdy Polska odzyskała niepodległość w 1918 roku. Co się stało ze sztandarem?
Celem jego była działalność kulturalno-oświatowa dbająca o  pielęgnowanie polskości. Dla członków i ich rodzin organizowano różne zabawy taneczne, występy, chyba działały jakieś sekcje artystyczne, biblioteka polska.
Ta fotografia była tak ważna dla dziadka, iż tylko ją ratował z  płonącego i ostrzeliwanego domu w czasie walk ulicznych w marcu 1944 roku. Tyle było zdjęć, ile osób na zdjęciu. Sfotografowani otrzymali je prawdopodobnie naklejone na tekturę i oprawione w ramce, gotowe do powieszenia na ścianie.
Chętnie dowiedziałabym się czegoś więcej o tym stowarzyszeniu, gdyż musiały istnieć nie tylko w Skałacie, lecz całym województwie tarnopolskim.
Czas zaciera pamięć, gdy nie zapisuje się, a przecież żyły osoby, które znały nazwiska wszystkich osób z tej starej fotografii.
__________
Zamieszczona fotografia (fotografia z fotografii) jest własnością autorki.

poniedziałek, 1 listopada 2010

Na drugi brzeg

Stoi, spoglądając przed siebie. Może to być On, Ona, Oni. Przed nim / przed nią / przed nimi woda. Czy głęboka? Jeżeli płytka, można przejść, jeżeli głęboka, trzeba szukać promu, łódki lub mostu. W tej chwili najważniejsze staje się osiągnięcie drugiego brzegu, odwieczne pragnienie  tych niespokojnych duchów, którzy od wieków przemierzali nowe krainy, bo miejscowi mieli swoje niezawodne sposoby. Most lub umożliwienie przeprawy wpisuje się w osiągnięcie cywilizacyjne. Na przestrzeni dziejów nie tylko je budowano, lecz i niszczono, by uniemożliwić wrogowi przemieszczanie się na zdobywanym terytorium. Most zwodzony to  znak pozwolenia na wejście do grodu otoczonego  murami obronnymi i fosą.

Z czasów przedszkolnych pamięta się wyliczankę:
Budujemy mosty dla pana starosty.
Tysiąc koni przepuszczamy,
a jednego zatrzymamy...

Utrwalono w niej zwyczaj pobierania myta sięgający dawnych czasów, kiedy za skorzystanie z mostu trzeba było wnosić opłatę.
... lub też piosenkę
Zielony mosteczek ugina się 2x
Trawka na nim rośnie, niesie Kasię 2x

 co brzmi niemalże jak żal, że chłopiec nie można o niego dbać, bo nie jest dzierżawcą (Gdybym ja ten mostek arendował).

Spoglądanie na drugi brzeg może być też przedmiotem refleksji, czasem na podjęcie decyzji. Anonimowy starszy mężczyzna z opowiadania Ernesta Hemingwaya Stary człowiek przy moście oczekuje na przeprawę przez  most pontonowy. Kazano mu się ewakuować pospiesznie z powodu zagrożenia atakiem artyleryjskim, a przecież to co zostawił, nie daje mu spokoju. Jak sam mówi żołnierzowi-zwiadowcy, opiekował się zwierzętami w San Carlos, choć nie wyglądał na pastucha. Gołębie sobie dadzą radę, koty też, ale nie kozy. Historyjka z czasów hiszpańskiej wojny domowej opowiada o zagubieniu i bezradności szarego człowieka, ale też głębokim poczuciu odpowiedzialności za los zwierząt. Po co jechać do Barcelony, skoro tam nikogo się nie zna, a znane mu zwierzęta są zdane na łaskę losu. Most, który mógł być ratunkiem lub drogą ku przyszłości, stał się powrotem ku przeszłości. Zanim przekroczy się most jest czas na ostateczną decyzję.

Most ma znaczenie symboliczne. W słowniku symboli czytamy, że  "W opinii Guenona, rzymski Pontefix był najdosłowniej "budowniczym mostu", tj. tym, który pośredniczy między dwoma odrębnymi światami." Tak więc most odczytuje się jako przejście z jednego stanu w drugi albo pragnienie tej zmiany, połączenie poznawalnego z niepoznawalnym. W wielu kulturach pojawia się odczytanie symboliki mostu.
Utagawa Hiroshige
Most jest tematem wierszy, piosenek, utworów epickich a także malarstwa. Na fali zainteresowań kulturą japońską niezwykłą estymą cieszył się żyjący w XIX wieku (1797-1858) Utagawa Hiroshige. Jego grafika, sposób prowadzenia kreski, osiąganie ekspresji, wybór tematów fascynował Europejczyków.
Bywa tu w dobrym tonie
wysoko sobie cenić ten obrazek,
zachwycać się nim i wzruszać od pokoleń.

Odwiedzając Giverny, wiejski dom, Claude Moneta, odnajdziemy na ścianach domu zakupione przez wielkiego impresjonistę japońskie grafiki. Także Vincent van Gogh inspirował się Nagłą ulewą nad Wielkim Mostem  Atake.
Utagawa Hiroshige
Vincent van Gogh, Ulewa nad mostem(wg Hiroshige)

 Mową wiązaną uwzględnia go też Wisława Szymborska w wierszu Ludzie na moście:
Nic szczególnego na pierwszy rzut oka.
Widać wodę.
Widać jeden z jej brzegów.
Widać czółno mozolnie płynące pod prąd.
Widać nad wodą most i widać ludzi na moście.
Ludzie wyraźnie przyspieszają kroku,
bo właśnie z ciemnej chmury
zaczął deszcz ostro zacinać.
Proste informacje kogoś, kto beznamiętnie relacjonuje, stosując powtórzenia wyrazowe, chociaż
Są tacy, którym to nie wystarcza.
Słyszą nawet szum deszczu (...)
patrzą na most i ludzi,
jakby widzieli tam siebie,(...)
Drugi sposób odbioru dzieła wiąże się z przeżyciem, odczuwania każdej kreski, plamy, zapisanego gestu. Poetka  nie ocenia tych dwóch sposobów patrzenia, gdyż jej celem jest zastanowienie się nad czasem, wręcz oburzenie, że  "zlekceważono go i znieważono". Oczywiście, ważąc poziom tej postawy, można stwierdzić, że może ono być dobrotliwe, takie z przymrużeniem oka, nieco ironiczne. Wszak obraz zatrzymuje ludzi  w niezmieniających się pozach, również całe otoczenie przyjmuje cały czas tyle kropli deszczu, ile mu pozwoli jakiś buntownik, jak nazywa malarza poetka, bo "czas potknął się i upadł."  Patrzenie na obraz staje się zadumą nad stosunkiem do czasu, który przecież musi płynąć, a ludzie wprawdzie "Ulegają czasowi, ale nie chcą go uznać." Cała twórczość, dobra materialne pieczołowicie chronione to działa wytoczone przez ludzkość przeciwko temu, co nieuniknione. Swój bunt i wydarcie przemijającej pamięci wyrażają czymś, co pomoże niektórym przetrwać. Sztuka bywa wieczna.

Tak więc wybierając z zasobów kultury parę obrazów mostu, mimo woli zbliżyliśmy się do czasu.
Utagawa Hiroshige

Wieczorny most,
Tysiąc rąk
Zimnych na poręczy
- Kikaku (1661-1707)

Kłębiące się chmury.
Przechodzimy
Nad bezwodną rzeką
.
- Shiki

Specyficznym mostem jest tęcza.

***
Stukot obcasa
Miarowy po deskach mostu
Odchodzi w ciszę.
- własne
__________

Moje inspiracje:
Ernest Hemingway, Stary człowiek przy moście,
Wisława Szymborska, Ludzie na moście,
Czesław Miłosz, Haiku
oraz parę piosenek, obrazów, także
Słownik symboli Juana Eduardo Cirlota, Władysława Kopalińskiego