niedziela, 5 grudnia 2010

Pomnik uskrzydla?

Wybudowałem pomnik trwalszy niż ze spiżu - pisze słynny Rzymianin. Wiadomo, że zrobił to siłą talentu i przekonaniem, iż plon jego weny twórczej nie zginie. Jednak ludzie chcą uczcić pamięć sławnych ludzi nie tylko trudząc się czytaniem, zdobywaniem wiedzy, prowadzeniem prac badawczych nad dziełami, lecz sposobem łatwiejszym, inicjując budowę pomnika. Jest czyjś wniosek, debata i podjęcie decyzji, zapewnienie funduszy na przedsięwzięcie i... huczne odsłonięcie. Decydenci, zgoniona dziatwa szkolna, przypadkowi przechodnie świętują. Potem pomnik sobie stoi w miejscu bardziej lub mniej godnym.

Dlaczego ten? Dlaczego tu?
Dobrze, gdy postać wiąże się z historią miejsca wystawienia pomnika, lecz czasami bywa on tzw. "zapchajduszą". Ów neologizm oznacza zastępstwo - jak w pracy za kogoś nieobecnego lub nagle zwolnionego. Po prostu trzeba zlikwidować niewygodny pomnik, bo ktoś wykoncypował, że można z niego odczytać coś innego niż wyraża, mimo że to co wyrażał jego poprzednik, usunięto. Ten zapis oddaje logikę myślenia decydentów z końca lat sześćdziesiątych. Ach, dorwać te protokoły z posiedzeń i poczytać - to byłaby gratka.
I oto trzeci z kolei pomnik, tym razem niepozornie wkomponowany w plac, który ma oddawać wielkość i nieśmiertelność Stefana Żeromskiego, bo wielkim Polakiem i patriotą był. Pisząc te słowa, nie prezentuję postawy "antyżeromskiej", gdyż rozumiem  nieustanny podziw nad jego twórczością np. Barbary Wachowicz, która w wywiadzie powiedziała, że jest na pierwszym miejscu wśród bliskich sercu. Był też ulubionym prozaikiem Krysi Wańkowiczówy, córki Melchiora.
Pospiesznie wydłubana głowa a przy plecach ma zamontowane coś, co należy inteligentnie odczytać jako jego dorobek, czyli książki, które do uskrzydlają. "Kto mi dał skrzydła?" - powinien ryknąć doniosłym głosem na znak sprzeciwu i krzywdy. Do tej pory jest jednak cisza, choć może przemawia w noc wigilijną.



Na razie zimą doskonale prezentuje się w zimowej czapie. Ponieważ obecnie dostępu do postaci bronią budy niby-kiermaszu, prezentuję zbliżenia. Co ciekawe, przed nim jest szopka z żywymi zwierzętami, więc Stefcio pełni nową pośmiertną funkcję.

Przycupnął sobie ten pomnik na placu i zadziwiony patrzy na nieznane mu otoczenie. Ludzie wznieśli mu pomnik z kamienia, a dzieła murszeją na półkach. Ideał sięgnął bruku.

12 komentarzy:

the_book pisze...

Świetny opis pomnika można znaleźć w "Gottland" Szczygła. Pomnik jako potężna siła, która niszczy wszystkich, którzy przyczynili się do jego powstania. Polecam :)

Ada pisze...

Bardzo trafne spostrzeżenia. Wiele z tego, co napisałaś Nutto, idealnie opisuje krakowskie pomniki. Chociaż - dodam po namyśle - aby mówić o najnowszych krakowskich pomnikowych realizacjach, to trzeba by użyć jeszcze bardziej gorzkich słów.
"Exegi monumetum" - ktoś myśli sobie z dumą... a potem pozostaje sterta zapomnianych książek i kolejny szkaradny pomnik. Zatrważająca jest ta łatwość pozornego utrwalania i definitywnego niszczenia w dzisiejszych czasach.

Ada pisze...

"monumentum" rzecz jasna, eh.

Barbara Silver pisze...

Nie znoszę pomników... :( Za to bardzo podobają mi się figury starożytnych bogów, renesansowych cherubów czy aniołów. Każdy inny wydaje mi się zakłamaniem, bo cóż on nam mówi? Tylko tyle, że "żył sobie taki człek". Masz rację, ludzie mają przykrą skłonność chodzenia na skróty. Zamiast uczcić kogoś celebracją jego dzieł, czci się jego samego, jak jakiegoś bożka. W tym znaczeniu bardzo podobają mi się doroczne obchody urodzin Joyce'a w Dublinie. Z całego świata zjeżdżają się miłośnicy Ulissesa i na wzór Blooma i pozostałych bohaterów owej książki, odwzorowują słowem i czynem dzień opisany przez autora. To się nazywa czcić czyjąś pamięć :) Dla artysty nie ma nic wspanialszego... W końcu liczy się jego "dzieło" a nie on sam :))

Pozdrawiam serdecznie :) :*

Ada pisze...

O, i tak właśnie powinno się upamiętniać i pamiętać! Tylko komu u nas by się chciało...
Ja właśnie staram się skompletować zdjęcia miejsc związanych z Wyspiańskim w Krakowie i pomyślałam sobie, o ileż lepiej byłoby gdyby tak 'ojcowie miasta' zamiast budować tamten nie najlepszy zresztą pomnik i ustawiać go na malowniczym parkingu (a przy tym konkurs łączył się z wielkim skandalem), zorganizowali Wyspiańskiemu takie urodziny, jakimi cieszy się Joyce.
Ale to nie u nas, gdzie jubileusze czci się spiżem.

nutta pisze...

Monia, nie miałam jeszcze przyjemności czytać pana Szczygła, ale cały czas mam zapisane jego książki w notesie.
Pomniki agresywnie wkraczające w życie człowieka,każące mu pamiętać o tym, kim jest, będące upokorzeniem - to też ciekawy temat, podobnie jak pomniki obalane.
Pozdrawiam ciepło:)

nutta pisze...

Ado, wszędzie są takie pomniki-koszmarki. Mam wrażenie, że ktoś postawił sobie za punkt honoru przeforsować swój pomysł, a pomniki to owoce (robaczywe). To tylko pomysł i środki. Organizowanie uroczystości ku pamięci ( co roku!)wymaga wkładu nie tylko finansowego, ale i intelektualnego.
Przypomniałaś Wyspiańskiego. Toż to Krakus całą gębą i gdzieś niknie w tym pięknym mieście. Chciałabym zobaczyć Bronowice w zimowej szacie - w styczniu będzie kolejna rocznica "Wesela".
Warszawa uczciła bohaterów "Lalki" Prusa odpowiednimi tablicami pamiątkowymi. A Kraków?
Pozdrawiam, myśląc o weselnym wpisie:)

nutta pisze...

Basiu, przykład irlandzki jest godny naśladowania. Szkopuł w tym, że nie mamy takiego prozaika na skalę światową. Nawet Chopin w obchodach rozdął się i pękł. Gdzieś w radiu można było tylko słuchać pięknych gawęd Barbary Wachowicz. Och,jak ja lubię jej słuchać. Podziwiam wiedzę i siłę uczuć, szczerość zachwytów.
Pozdrawiam w grudniowo-świątecznym nastroju:)

Ada pisze...

Niestety, o ile czegoś nie pomieszałam, to rocznica była w listopadzie, ubolewałam wtedy, że znów mi się nie udało tego zobaczyć, co roku listopad mam okropny . Albo - spójrzmy na to optymistycznie - będzie w listopadzie :)

A cykl "śladami Wyspiańskiego" powstanie u mnie tak czy inaczej.

Serdeczności :)

nutta pisze...

Ado, to ja pokręciłam - 20 listopada ślub, a 16 marca - premiera. Jakieś takie śnieżne skojarzenia miałam (kajam się):) Trasa weselna jest jednak warta odtworzenia we współczesnych "dekoracjach", by pokazać, jak się zmieniły czasy. Raz byłam w Bronowicach, dawno temu, i do tej pory mam miłe wspomnienia.
Pozdrawiam (mam nadzieję, że nie z zaspy) :)

Ada pisze...

Tak czy inaczej, 20 XI czy 16 III - tutaj ciągle jest zima ;) A relację bronowicką z przyjemnością przygotuję - od dawna do niej się zabierałam, a teraz mam dodatkową motywację.
Pozdrawiam ciepło :)

nutta pisze...

Będę jej oczekiwać:)

Pozdrawiam zapachem świątecznych pierników:)